Ventrue1 blog
ksiega gosci



Ventrue1:
Mail:Ventrue1@poczta.onet.pl
GG: 4674552


Stronki
Osaka czyli naczelne miejsce pobytu Karola i Ranmaru. Cudna !!
Stormlands Portalik literacki ekipy 3miejskiej
Wampiry Kolejna obszerna stronka
Kamienny Smok Chyba nie trzeba przedstawiać
Ines Ravnos I znajoma Ravnoska

Blogi
Eduardo Kolejny przyjaciel trójmiejski i jego sny
Virenna Blog mej trójmiejskiej, ventraskiej znajomej
Shagarot Nowy blog Shagiego :D
Ranmaru Znajomy Toreador z Trójmiasta
Jack Brujah Blog pewnej zwariowanej Brujah
Samalai Blog znajomego elfa..
Arcmage Wieża znajomej magini
Nendir Mylfeth Justicar klanu Ventrue i jego zwierzenia
Ines Ravnosssss..

Moje domeny
Victoria Esche Deviantart moje konto na deviantarcie- aktualne zdjęcia z Portugalii
Victoria test ..a jak dobrze Victorię
In the Land of Shadows... Jak dobrze znasz Ven
Galeria Trochę moich rysunków
Forum NOWE Nowe forum
Conclave Chat Wampira: Maskarady.. Nocne sesje..
Kainici Stronka o kainitach i ich społeczności- nowy adres


  W szponach Technokracji

Pół roku notki nie było- niedługo pobiję własny rekord.


Powodem tego wcale nie było to, że nic się nie dzieje- dzieje się dzieje i to bardzo dużo, lepszych lub gorszych rzeczy i niestety z przewagą tych ostatnich.
Doszłam jednak do wniosku że nie warto o tym wspominać zbyt wiele bo choc sprawy są duże i poważne, to mimo wszystko są sprawami- czasem z nowszej, czasem ze starszej przeszłości,a bywa ze całkiem świeżymi.
Mogłabym teraz siedzieć i na nie złorzeczyć i pewnie znalazłabym w tym poparcie, ale nie sztuką siedzieć i nad sprawami płakać- trzeba dumnie brać wszystko na klatę, starać się rozwiązywać na tyle na ile się da, a z pozostałą resztą nauczyć się żyć, nawet jeśli oznaczają one duże zmiany.

Nie wiem co się wydarzyło że spowodowało u mnie taką zmianę myślenia- może ilość spraw, a może bunt przeciwko rzeczywistości.
Najważniejsze, że w pewnym momencie doszłam do wniosku że żadna sprawa nie jest końcem świata- jest końcem czegoś, ale początkiem czegoś nowego, świeżego- i zamiast żałować tego co odchodzi nalezy cieszyć się z tego co przyjdzie jako możliwości twórczej zmiany przyszłości, poznania czegoś innego niż dotychczas.
Nigdy nie jest tak, że coś ma tylko złe strony.
Zawsze ma jakieś dobre, choćby nieliczne.
Na tych dobrych właśnie postanowiłam się koncentrować aby nie oszaleć.
Będzie ciężko?
Będzie,
Będzie inaczej?
Będzie.
A jest to zmianą, rozwiazaniem czegoś, ruchem?
Jest. Zawsze jest. Jest szansą, nie tylko skutkiem jakiejś porażki.
Szansę natomiast należy zawsze wykorzystywać i cieszyć się z tego co ona daje.
To trochę jak z radością poznawania nowego miejsca do którego przybywamy- trzeba znaleźć w sobie tą ciekawość, zaangażowanie, tą ufność w znalezienie dobrych, a nie złych rzeczy. Podejść do tego z dziecięcą fascynacją i pragnieniem przeżycia przygody.
Tylko wtedy będzie można z tego coś wyciągnąć zamiast oglądać się wstecz i żyć w żalu.
Będzie fajnie?
Pewnie, że będzie. I z każdym kolejnym dniem coraz lepiej.
I z tym przeświadczeniem wkraczam w Nowy Rok.


Co tam jeszcze by wartało wspomnieć....

Praca.
Akurat tutaj jest OK. Z ludźmi wprawdzie bywa różnie, ale sama praca jest w porządku. Uczy nowych rzeczy i rozwija.
Umowę mi przedłużyli, mam spokój do połowy przyszłego roku.
Oczekuję tym samym na nowe urządzenie które przyjdzie mi obsługiwać a które może mnie jednocześnie do zawału doprowadzić.
Liczę, że w swoim czasie zdołam nawet zacząć ten doktorat i pójść naprzód w kwestiach naukowych.
Rzecz jasna wszystko ku chwale i pod powiewającym sztandarem Unii Technokratycznej, bo jakżeby inaczej.
Technokratka w pracy, mystyk z zapędami artystycznymi w domu.
Zabójcze połączenie.

Zdrowie jako tako, raz lepiej, raz gorzej, ale bez drastycznych odchyleń.
Mama tez się trzyma,a siostrę się jakoś na nogi postawi.

Weny do tworzenia za to brak.
Jeśli się już coś tworzy to tylko do sesji i nic poza tym. Trochę szkoda.
W zamian za to szczęście do podręczników w tym roku było wielkie.
Najpierw urodzinowa podstawka do Wilkołaka za śmieszne pieniądze, potem Księga Cieni i Księga Szaleństwa do Maga (tak tak, poza Ukrytą wiedzą mam już chyba całego polskiego Maga), a pod koniec roku Podręcznik Gracza do Wilkołaka za oszałamiającą cenę 20 zł. Jeszcze Podręcznik Gracza i zasadniczy trzon Wilkołaka także będzię skompletowany.
Takie podręcznikozbieractwo to ja lubię.


Święta przeminęły, łapóweczki na poprawę nastroju się złapały, nawet niektórzy o imieninach pamiętali więc nie jest źle.

Teraz się tylko jeszcze świeczka pali ku chwale Adonai bo wszak to jego impreza jest, nie tylko nasza.
Czas, który przypomina nam, że Pan- jakkolwiek byśmy go nie widzieli i nie nazywali- przychodzi do każdego. Można go przyjąc i zaprosić do wspólnej wędrówki, albo nie i dalej iść samemu.
Tylko co to za przyjemność z samotnego spaceru przez ciemne ściezki życia, jeśli można w zamian za to iśc z kimś kto je rozjaśnia i w krytycznych chwilach pomaga.
Bywa, że subtelnie.
Bywa, że mało dla nas zrozumiale.
Bywa, że czasem drastycznie coś ucinając.
Ale zawsze ku naszemu powodzeniu, nie odwrotnie.
Zwyczajnie tak- we dwoje raźniej. I można się wygadać.

Tym akcentem kończę wywód i życzę wszystkim czytającym powodzenia w Nowym Roku- więcej tych dobrych sytuacji niż tych złych i stresujących.
Niech wam się wiedzie.


Ventrue1
19:40:45 2011-12-26
skomentuj (2)





Instytut Technokratyczny i jego uroki

2 miesiące od ostatniej notki…
Regularność i systematyczność w pisaniu jednak nie jest moją mocną stroną…


Jakby nie patrzeć od 2 miesięcy bez mała pracuje sobie spokojnie, a co za tym idzie na szczególny nadmiar czasu niestety nie cierpię.
A szkoda, bo praca nie powinna trwać więcej niż 6 godzin i 1 dzień w miesiącu poza normalnym urlopem powinien być wolny, tj możliwy do wykorzystania na jakieś wyjście i załatwienie swoich spraw.
Taka forma comiesięcznego dnia urlopu na żądanie :D
Tak, wiem, rozmarzyłam się.
Aczkolwiek fajnie by było, bo czasem właśnie takiego dnia jest najbardziej brak.
No i godziny dojazdu by mogły być jakoś do pracy wliczane. Albo kanapa w pracy wstawiona bo idąc na 7.30 do pracy wyspać się nie można !!!
Nie mówiąc już żeby sobie pozwolić na siedzenie do 24.00…


Wracając jednak do sedna: praca całkiem fajna i wcale nie taka przerażająca jak mogło się na początku wydawać.
Obsługa kalorymetru okazała się wcale nie być tak skomplikowaną jak się przedstawiała, nie mówiąc już o tym, że materiał do badań też nie przychodzi codziennie i kiedy go nie ma to trzeba sobie jakoś organizować inne zajęcia, na przykład czytać.
Rzecz jasna literaturę fachową.
Względnie robić kompilacje materiałów do seminarium które dziwnym trafem Ventrasowi przyszło wczoraj (czwartek, 14lipca) wygłosić. Cicho, że nikt inny techniczny jeszcze do tej pory tego nie robił.
Pionierem trzeba być !!!

Najważniejsze, ze dobrze poszło i podpiszą mu podanie o przedłużenie umowy na nieco dłuższy czas, bo za miesiąc umowa się kończy, a biurokracja jak wiadomo ma się doskonale wszędzie, zaś pisma tego typu muszą swoje odleżeć i przez kilka rąk przejść.

Co do samego seminarium to tematyka nie jest była szczególnie trudna, gdyż obejmowała metody analizy termicznej i ich zastosowanie do charakterystyki materiałów.
W skrócie- trzeba było omówić co da się pomierzyć i zbadać, i czym to zrobić.

Jeśli zaś jesteśmy przy rozwoju, to jeśli wszystko dobrze pójdzie to Ventras swoje szanse także dostanie- przynajmniej tak do tej pory mówiono a sprawa jest w toku. Będzie więcej pracy, więcej zabawy i pewnie szansa na doktorat.
Byle chęci starczyło wtedy, bo Ventras się czuje lekko poza studenckim obiegiem i cierpi jak się ma weekendami uczyć :) Aczkolwiek to zapewne kwestia rocznej przerwy i niczego poza tym- bo w pracy czyta chętnie i wiedzę z nowego zakresu także przyswaja bez jakichś większych komplikacji.

Odnośnie współpracowników- super.
Nie ma nikogo kogo by się nie lubiło, są tylko lubiani albo faworyci (sztuk kilka). Atmosfera zazwyczaj wysoce przyjazna i choć jak wszędzie czasem zdarzają się zgrzyty, to ogólnie całość trzeba zaliczyć na plus.
Zaś jeszcze większą zaletą tego towarzystwa jest to, że nie ma tutaj osób które nie chciały by pomóc i dokształcić młodszych, co stwarza szerokie pole do działania.
Gorzej, że większość ekipy która jest towarzyska ma podobnie spaczone i zwyrolowate poczucie humoru jak Ventras, więc scenki czasem odchodzą nieziemskie. I nie nadają się do przytoczenia na forum publicznym.


Prywatnie też okres nie jest najgorszy, choć przez kilka tygodni był i nie prezentowało się to zbyt ciekawie. Wręcz przeciwnie- szykował się armagedon, który na całe szczęście choć niemożliwy do całkowitego załatwienia został przynajmniej czasowo wstrzymany i można myśleć co dalej z nim począć.
OK., czarna seria też była.
Chociażby taki usmażony przez burzę  komputer i dysk twardy który padł 2 dni później wraz z całymi danymi które zawierał, a które nie w 100% były skopiowane gdzieś indziej.
Boli, oj boli…
Nie mniej niż to, ze teraz z 250Gb musiałam się przesiąść na 40Gb i nie umiem na tym pracować tak ciasno, zaś perspektywy na nowy dysk (najlepiej taki na USB) są marne. Na router niestety też. Pensja marna, a wydatki doszły konieczne i to w kwocie zaiste wysokiej co jest dośc demotywujące.
Szkoda.
Strasznie nie lubię sprzętowych awarii.


Ale nie ma co narzekać- trzeba na życie patrzeć od pozytywnej strony i jakoś sobie radzić z górkami bo same się nie pokonają.
A przejmować się na zapas też nie ma sensu.


Jeszcze kilka godzin i weekend- może w końcu Ventras zdoła się wyspać, choć przy harmonogramie z targiem, kinem, gotowaniem rosołu i gośćmi może być ciężko. Co tam, przynajmniej będzie FAJNIE !





Ventrue1
10:20:11 2011-07-15
skomentuj (2)





It's the first day...

Tak, tak, tak jakoś dziwnie wyszło że jest to pierwszy dzień... nowej pracy.


I to wcale nie byle jakiej, żadnych tam telemarketingów czy salonów GSM albo innego paskudztwa.

Jako Ventras rzekł niedawno tako tez się stało- choc nie sądził nawet, że powrót na Alma Mater będzie aż tak szybki i w takiej formie. Bo ok- doktorat doktoratem, ale doktorat to nie etat i...
Od dzisiaj Ventras pracuje w Instytucie Technokratycznym (powszechnie znanym jako Instytut Informatyki i Nauki o Materiałach), w Zakładzie Badań Strukturalnych. Na pełen etat, jako pracownik inżynieryjno- techniczny w stopniu STARSZEGO TECHNIKA.

Fajnie, co??

A jeszcze fajniejsze jest to, że jest szansa na robienie w późniejszym czasie doktoratu. I to troche inną drogą niż by można pomyśleć.
Czyli nie dość, że etat, to opcja na kolejny stopień naukowy.

Praca zapowiada się ciekawie- obsługa różnicowego kalorymetru skaningowego oraz obróbka otrzymanych wyników. Zatem ogólnie metoda analizy termicznej. Nie jest źle, a może być w przyszłości jeszcze lepiej.

Ludzie fajni, pomocni, jeśli tylko im się nie odwidzi to żyć nie umierać. Część nawet Ventras znał z czasów studenckich.
W dodatku taaakie wielkie biurko na własność, a do tego drugie z kalorymetrem i komputerem (tak, z netem). Zaplecze socjalne za ścianą. Sensowne godziny pracy i wolne weekendy.
Słowem wszystko, co tygryski lubią najbardziej :D


Intuicja najwyraźniej nie zawiodła w sprawie pracy i tak jak Ventras pisał w poprzedniej notce- był powód że nie było etatu. I należało poczekać i Szefowi zaufać- bo warto było.
I nie należało wierzyć, że wszyscy o Ventrasie zapomnieli i się wypięli mimo obietnic, gdyż właśnie teraz okazało się, że wcale tak nie było. Coraz więcej starych znajomych których już spisywałam na straty...
A jednak.
Zaś światełko w tunelu to zdecydowanie nie jest pociąg :D


I choć na horyzoncie widnieje inny duży, paskudny problem to Ventras po silnym chwilowym dole postanowił się przejmować tylko tyle, na ile ma jakikolwiek wpływ  na owy kłopot. Czyli niewiele.
Aczkolwiek niezbadane są wyroki Boskie i może się okazać, że i to samo się jakoś sensownie ułoży.
A jeśli nie?
No cóż, jak się bronić Ventras wie. Zgnębić się nie da. Zbyt długo dał się gnębić i przywalać klęskami.
Teraz jest czas ponownego wypełzania ze skorupy.

Prawda bowiem jest taka, że Ventras nigdy nie uciekł z placu boju i nie porzucił walki, a jedynie wycofał się na jakiś czas... aby się przegrupować.
I wrócić silniejszy i z lepszą strategią.
Bo Ventrasowi też się w życiu należy coś więcej niż lada sprzedawcy.

Ale teraz już się nie da tak łatwo kopnąć i zębami się będzie trzymał stołka. Na przekór chęciom kopiących i tym, którzy się kiedyś odwrócili pomimo tego, że wcześniej składali obietnice.
A że Ventras naturalnie zdolna bestyja jest, to się pewnie utrzyma.
Bo czemu by nie?


***

Odnośnie Fashion Victim- naliczonych torebek było 46, przy czym jeszcze chyba ze 2 doszły, a na pewno kilka umknęło policzeniu bo leżały w innym miejscu niż reszta.
I nie liczę tych należacych do mamy (która poniekąd czuje się bardzo dobrze).
Well...
Teraz się przydadzą, pospołu z ciuchami, perfumami i resztą ventraskich cudów.


A kto nie wierzy w niesamowity ventraski fart to niech sobie obejrzy obrazek poniżej.



Pierścionek:8zł, koszt powrotu od złotnika: 2,6 zł. Dowiedzieć się że jest złoty: BEZCENNE

Ot tak, bo kilka dni wcześniej Ventras bardzo podobny chciał - a stać go nijak nie było.
Dobra wróżba na nową pracę jakby nie patrzeć.
Taki mały amulet z życzeniami powodzenia.
Na palec pasuje idealnie.


It's the first day... of  the rest of my life.


Ventrue1
19:25:01 2011-05-16
skomentuj (2)





Fashion victim ??

Weszłam sobię na bloga, patrzę, a tu nie dość, że od 3 miesięcy nic nie pisane to jak spojrzeć na notki od teraz rok wstecz- to kurka wodna same takie dołowate są.
Każda jedna.
Ożeeeesz....

No to może dla odmiany dzisiaj coś na wesoło i z bardziej pozytywnym akcentem żeby nie było tak smętnie, bo ktoś gotów pomyśleć że w życiu u mnie nie dzieje się totalnie nic pozytywnego i może najlepiej to by było mnie zakopać :)


***

Pracy nadal niet.
W dodatku chyba zaczynam rozumieć- dlaczego. I wcale nie chodzi o źle napisane CV czy takie tam.

Uświadomiła mi to przeprowadzona tydzień temu pewna rozmowa z pewną mądrą i życzliwą mi osobą z którą dawno nie miałam kontaktu.
Właściwie to tylko oświeciło mnie, że podpowiedzi jakie od roku dostaję z pewnego medium (wtajemniczeni wiedzą) najprawdopodobniej są słuszne i w oporze przed nimi kryje się cała tajemnica dlaczego obecnie robię to co robię, a nie coś konsktuktywnego.
No, OK, zastanawianie się nad tym co dalej czasem konstruktywne bywa, szczególnie długofalowo.

Jak to śpiewał kiedyś Perfect: "Aż do końca wierząc że Los inny mi pisany jest".

No i właśnie może się okazać, że jednak inny niż jakaś marna robota do której będę miała awersję bo przecież kiedyś tam w życiu miałam zgoła inne plany- plany, które przez chwilę wydawało mi się że są autorstwa zupełnie kogoś innego i to w całości- ale które w toku rozmowy okazały się jednak być podzielanymi przeze mnie.
Nic to wprawdzie pewnego, żadnej gwarancji nie ma a sprawy muszą się powoli rozwijać swoim tokiem i nie ma ich co poganiać, ale jakieś światełko na końcu tunelu się pokazało i wygląda to optymistyczniej niż wcześniej- nawewt, gdyby w ostatecznym rozrachunku miało wyjść że to tylko pociąg.

Zatem nie zapeszając i nie poganiając tego co ma się dziać - proszę trzymać za mnie macki bo być może moja decyzja o całkowitym rozstaniu się z Alma Mater była nieco zbyt pochopna i wcale nie będzie ostateczna.

Aczkolwiek w tej sprawie wszystko w rękach Szefa i zakończeniach tych rąk, którymi moga się okazać pewne osoby oraz moja zawziętość.
Czas da odpowiedź.


***

Poza tym wszystko w miarę w normie, żadnych wielkich przełomów, żadnych wielkich klęsk więc należy się cieszyć z tego co jest bo wprawdzie milionerzy z Rosjii mają lepiej, ale dzieci w Afryce znacznie gorzej więc ostatecznie i tak człowiek jest klasyfikowany jako "klasa średnia", a to nie brzmi tragicznie i należy Szefowi za to wdzięcznym być i nie marudzić.

Stuknęło mi dobre 26 latek niedawno i nawet się zastanawiałam czy nie złapać z tej okazji pokazowego doła że jestem stara, pomarszczona, panna i do tego z matka i kotem ale uznałam że lepiej nie, bo biorąc pod uwagę mój wzrost i tusze to mnie jeszcze ktoś porówna do Jarka a takie porównanie to by była obelga.
No więc zrezygnowałam z focha na rzecz zbierania darów ofiarnych które w owym roku okazały się bardzo trafione i wyszczerzotwórcze.

Zadowolony Ventras to taki nakarmiony marcepanem, obsypany biżuterią, z dobrą książką i Wilkołakiem (Apokalipsą poniekąd) w łóżku.
No więc ten był zadowolony i to barrrrrdzo.

Wprawdzie nie dostał nic z celtyckiej biżuterii na co po cichutku liczył ani Księgi Cieni i Księgi Szaleństwa do Maga, ale jak to dawno, dawno temu mawiał pewien miły, mądry pan z brodą - "Proście, a będzie wam dane" - tedy książek wprawdzie wciąż nie ma, ale za to srebrna bransoletka z celtyckim motywem i kolorową muszlą za oszałamiającą cene 8zł Ventrasowi w ręce wpadła.

http://multimedia.vel.pl/ven/bra.jpg

I tak oto toczy się dalej ventraskie szczęscie do zakupów które w ciągu miesiąca potrafi się zamknąc w cenie nie przekraczajacej 30zł a zawierać srebro, perfumy Estee Lauder White Linen oraz (jak się okazało potwornie drogi_ plecak turystyczny The North Face - który to przypomniał Ventrasowi że on wciąż ma chęć gdześ wyjechać i nadal gnębi go wizja namiotu i jakiegoś zacisznego zielonego zakątka.
Szczegół, że jeszcze tego nigdy nie robił, ale przecież w życiu trzeba wszystkiego spróbować.


***

Na koniec natomiast przemyślenie najbardziej ze wszystkich zabawne i dość nieoczekiwane z racji tego, że Ventras wprawdzie wie, że ma masę różnych ciekawych rzeczy, ale owej masy nigdy wcześniej nie próbował liczyć no i się lekko zdziwił jak zaczął...

Słabośc do ubrań, perfum, torebek i biżuterii jest u mnie powszechnie znana.
Wtajemniczeni wiedzą też, że owe skarby zaczynają się walać już na każdej możliwej ku temu powierzchni wyłączając podłogę, biurko i łóżko - bo jakoś trzeba funkcjonować w tym butiku (ja chce garderobę !!! I to taką wielkości mojego mieszkania !! *foch*). Nie wiem tylko czy są w stanie objąć  zrozumieniem ilość owych cudów, które w przypływie wiosennej werwy nie dość, że zaczęłam układać jak się dało (porządki w szafkach w tempie 1 szafka ciuchów na dzień...), jakos sergregować (właściwie nic nie kwalifikuje się do wywalenia bo jest zbyt świeże) a co gorsza- diabeł podkusił zacząć LICZYĆ.

Tyle, że jak szybko Ventras zaczął, tak po doliczeniu się 41 sztuk perfum (obecnie 42 sztuki) szczęka mu dość ostro zjechała zatrzymując się na poziomie podłogi i liczyć mu się odechciało, szczególnie, że w grę wchodziło wykopanie ze wszystkich kątów wszelkich możliwych torebek i przeliczenie właśnie ich - czego wynik mógłby być zabójczy.
I pomyli się ten kto radości stwierdzi, że musi to być stare albo marnej jakości- bo w większości wcale nie jest - a posiadanie całości kolekcji jest li tylko wynikiem ventraskiego szczęscia do zakupów za grosze, bo jak mi ktoś pokaże drugiego takiego typa, który potrafi kupić perfumy YSL czy Givenchy w cenie jednego do dwóch piw w barze- to osobiście złożę mu hołd.

I tak oto Ventras stanął pośrodku swego królestwa, spojrzał na płaszcze, na ilości pierścionków i łańcuszków wiszących wesoło na lampce biurkowej, na całą resztę swych zdobyczy i stwierdził:


"O SZLAG !!"

Po czym po optymistycznym podsumowaniu rzeczywistości w ciągu tygodnia dokupił jeszcze jedną czy dwie torebki i począł się zastanawiać czy aby nie jest to już syndrom "FASHION  VICTIM".


I pozwólcie że tym optymistycznym akcentem zakończę dzisejsze rozważania.


Ventrue1
13:16:08 2011-04-13
skomentuj (5)





Migrenka

... tak mi coś ostatnio dokucza i nie bardzo chce sobie pójść.
A szkoda, bo cały zeszły tydzień poszedł przez nią na straty.

Siedzę sobie właśnie i zastanawiam się, czym by się tutaj zając ciekawym i produktywnym, a pomysłów jak na złość nie ma.
Nic to, trzeba się zaprzeć odnóżami w ziemię i wziąć za robotę do wykonania o której się wie, nawet jeśli się jej nie lubi.
No ale kurcze- wolałabym takie zajęcie z którego chociaż jasno widoczna korzyść jest, a nie męczyć się dla idei.


"TFU"rczość artystyczna nie wychodzi mi ostatnio zupełnie i nie mam na nią weny za bardzo, bo jeśli już mam wizję to i tak jej nie umiem przenieść na papier więc nawet nie próbuję.
Mimo, że jakaś mała dłubaninka nad czymś pewnie by mi się przydała.
Ostatnim co mi się udało zrobić jest to:

http://victoria-esche.deviantart.com/art/Scarlet-Woman-188206272


Z tym, że to już jest dość dawno i nieprawda i wcale nie jestem z bazgrołki jakoś szczególnie zadowolona choć to moja pierwsza w formacie A3.
I jeszcze zdjęcie dość marne, sepia się zrobiła zamiast czerni....


Jakies pomysły na ciekawe zajęcie dla mnie?
Bo pracy jakiejś madrej jak nie było, tak nie ma, a Allegro padło całkiem więc nawet nie ma z nim co walczyć.
Ale będzie lepiej.



Ventrue1
13:58:26 2011-01-19
skomentuj (3)





All about...

Tym razem zaległości z dobrych 4 miesięcy, choć tak właściwie to sama nie wiem czy jest o czym pisać.


Życie sobie płynie mniej lub bardziej monotonnie, zwykle dość szybko i męcząco, bo skoro pracy nie ma to sobie trzeba jakoś inaczej radzić żeby z głodu nie zdechnąć i jakoś to wszystko toczyło się do przodu.
Pracy nie ma, bo albo praca nieodpowiednia (do fizycznej się nie nadaje), albo telemarketing, albo pojawiają się inne dziwne komplikacje.
Na przykład tkaie, jak ostatnio gdy próbowałam się załapać na pół etatu do zarządzania sklepem internetowym: wszystko było fajnie, wszystko pasowało, na rozmowę pojechałam i... usłyszałam że mam za wysokie kwalifikacje.
Fajnie że mam.
Tylko co z tego skoro nie mam przy okazji żadnej pracy do tych kwalifikacji?
Trochę się dorobi na allegro czasem, trochę pokombinuje i jakoś to jest.
W dodatku bez pomocy kogokolwiek i na własną rękę, bo ci co by może i chcieli coś zrobić to nie mają jak, a ci co mają- to pilnują własnego interesu.

Niestety kolejny dowód na to, że przyjaciele to są jak jest dobrze, a jak nie jest to już ich nie ma- pomijam bardzo nieliczne wyjątki które jeszcze jakimś cudem nie wyginęły śmiercią naturalną.

Trochę to wszystko podszyte niezrozumieniem, samotnością i znudzeniem.
Ale zawsze mogło być przecież gorzej.

Nawet mnie czasem zdarzają się jakieś promyczki światła takie jak Pani Danusia - kobieta która swoją postawą, serdecznością, ciepłem, uśmiechem i rozpieszczenim Ventrasa (przez które czasem należałoby się ze wstydu schować pod kamień)- daje do zrozumienia że jeszcze się człowiek do czegoś nadaje, do czegoś jest potrzebny i ktoś go ceni.

W dodatku Seth był na tyle miły że zabrał mnie do kina na najnowszą część Harrego, a potem na obiad.
Fajnie było.
Seth- wiesz, że ta róża nadal stoi i ma się nieźle?


Bo poza tym to marnie ostatnio.


Ze zdrowiem mamy było trochę strachu i komplikacji jak niby te złamane żebra i podejrzenie przerzutu które jak się potem okazało w ogóle nie istniały :)
Ale to inna bajka.


Mnie się w końcu udało zrobić to nieszczęsne USG.
Guza oczywiście stwierdzono tak jak od początku mówiłam że on tam sobie siedzi.
Nie stwierdzono tylko cech złośliwości.
W sumie to dobrze, nie mam już siły jeżdzić po onkologiach.

Reszta zdrowia jako tako, obecnie jakieś przeziębienie albo inne dziadostwo trzyma mocno.


ZŁA WIADOMOŚĆ: ZA  10 DNI ZLIKWIDUJĄ MÓJ SERWER.

Powód prosty: trzeba zapłacić stówkę abonamentu której nie zapłacę z tej prostej przyczyny, że nie mam stówki.
Trochę mi jeszcze przykro z tego powodu, ale już powoli przechodzi bo niewielki mam na to wpływ.
Wprawdzie pozbędę się 11letniej pracy w postaci strony i miejsca na trzymanie zdjęc do allegro ale mówi się trudno i żyje się dalej.

Rady z darmowymi serwerami od razu sobie darujcie gdybyście chcieli pisać: mam dośc darmowych serwerów, przenoszenia się, zmieniamia 300podstron i tak dalej. Widac już za stara jestem aby zmiany mnie cieszyły.
Jak ma się to posypac to chociaż z godnością i do końca.
Może czas na to był, by wszystko zamknąć w diabły.

Ale jeśli ktoś sobie pomieszkuje wciąż na moim serwerze- a wiem że kont kilka tam nadal założonych jest- to polecam błyskawiczną przeprowadzkę jeśli nie chcecie zostać bez danych i swojej pracy.
KONIEC ZŁEJ WIADOMOŚCI.



Poza tym chyba nic ciekawego.
Sagę Nowej Ewangelii skończyłam pisać jakiś czas temu, teraz musze skończyć zaległe opowiadanie o Etriusie.
I rysunek formatu A3 który zaczęłam robić i może zdołam nie spie....
No, może wyjdzie.


Zobaczymy co dalej życie przyniesie- i oby nie przynosiło już nic gorszego i było przynajmniej tak, jak jest teraz.
Bo obecna sytuacja chociaż bywa czasem załamująca, to tak właściwie chyba służy rozwojowi, nawet jeśli w nieprzyjemnym kierunku.


Przecież stal hartuje się w ogniu.



Ventrue1
15:17:27 2010-11-28
skomentuj (1)





No i bez pracy....

Praca jak się szybko i niespodziewanie zaczęła, tak się i skończyła, zaś cały czerwiec upłynał pod znakiem pereturbaji, problemów z kradzieżami, administracją i tak dalej.

Co gorsza teraz pilnie potrzebuje jakiejś nowej sensownej roboty- a tu nie ma jak na razie.
Ani senswonej, ani nawet takiej mniej.
A przepraszam- chcieli mnie wrobić w telemarketing i akwizycje za co podziękowałam.
Oraz zlecenie w Warszawie które było mocno podejrzane i z którego po konsultacji z kilkoma osobami (w tym prawnikiem) zrezygnowałam.

No i szukam sobie roboty, staram jakos walczyć z ogarniającycm mnie dołem i niechęcią do czegkolwiek z życiem na czele, szyje nową pelerynkę średniowieczną z zasłonek i zdycham od upałów, bo temperatura jest nieznośna.

Co tam jeszcze....

Chyba nic, kolano stłukłam potężnie i nawala.

Na piwo nie ma z kim wyjść - tak się kijowo poskładało.
Nad wodę tez nie ma z kim jechać- a samemu się nie da bo nie ma kto nawet komórki popilnować.
Pomijam, że od upałów zdycham i jest to mocno nierozsądne.


Ojciec olał mnie całkiem, a po tym jak narobił mi wstydu na pół autobusu jakiś iesiąc temu to się nawet nie pokazał- bo on nie zamierza nic nam pomagać, bo on ma nowe życie, nową "żonkę" i mamy z matką spie... bo jego nic już nie obchodzi.
No więc jak sobie tak chce to niech ma.
Krzyżyk na drogę i możemy się nawet do siebie nie przyznawać.
Tylko mi tych dobrych kilkunastu lat szkoda które spędziłam w komitywie z nim, panikowania po nocach bo chory i umierający, wydawania całych własnych stypendiów na dom i leki, i wszystkiego tego co było, a teraz okazało się gówna warte.
Bo tak jakby wyszło, że teraz mam sterte kredytów do płacenia po nim i to jest jedyna pamiątka jaką mam po ojcu.
To, że szlag wie czy nie mam złosliwego guza juz go jakoś nie obchodzi.
Bo przecież on zaczął od nowa a tamto można zakopać.
Może by nawet jakies pieniądze z ubezpieczenia były jakbym zdechła.


Ale ponoć co mnie nie zabije to mnie wzmocni, więc jeśli nie skończy się to wszystko jakimś nagłym zejściem z powodu dowolnego- z naciskiem na zdrowotne- to wyjde z tego jak skała.


I tyle nowości.
Idę się gdzieś zakopać.

Ventrue1
16:03:27 2010-07-17
skomentuj (4)





 

Archiwum

2011
grudzień
lipiec
maj
kwiecień
styczeń
2010
listopad
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
luty
2009
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień